Język polski - 130 godzin zajęć

Komentarz do matury 2018

poziom podstawowy

Komentarz do matury podstawowej – 2018 rok – Lalka i Bryll

Drodzy Maturzyści, kursanci CN,
okazało się, że „Lalka” jest nieśmiertelna. Powróciła do Was, (zapewne ku wielkiej uciesze) ;), tym razem z motywem tęsknoty -  „Tęsknota – siła niszcząca czy budująca ludzkie życie?”
    I dobrze, bo w powieści dojrzałego realizmu  Bolesława Prusa świat utkany jest z tęsknoty (za krajem, miłością, ideałami romantyzmu). Bohaterowie doświadczają tego uczucia w różnych aspektach. Podany fragment dawał więc różne możliwości odpowiedzi  na zadane pytanie. Sugeruje, że tęsknota to siła niszcząca. Jest także elementem budującym ludzkie życie. Mogliście przyjąć również stanowisko, że  wewnętrznie, duchowo niszczy, ale jest kołem napędowym działań i decyzji bohaterów. Uświadamia to, co głęboko ukryte i pozwala poznać samego siebie.
Rozważę stanowisko, że tęsknota zarówno niszczy, ale i buduje.
    W analizowanym fragmencie Stanisław Wokulski, powróciwszy z wojny rosyjsko- tureckiej,  rozmawia z Ignacym Rzeckim. Głównym tematem konwersacji jest tęsknota, będąca towarzyszką bułgarskich działań Wokulskiego. Niewątpliwie jest dla bohatera siłą niszczącą. Określa ją  „dziwną chorobą”, wpędzającą w „szaloną rozpacz”. Uczucie nostalgii było dla niego źródłem cierpienia. To stan ciągły, uporczywie powracający, który zrodził się w samotności i w alienacji go utwierdził. Tęsknota jako siła niszcząca zrodziła bowiem hiperboliczne wyobrażenie kosmicznego wyobcowania Wokulskiego i  stała się przyczyną gorzkich refleksji, tego, że nikt o nim nie pamięta. O destrukcyjnej sile tęsknoty mówią liczne porównania: „jakby ziarnko piasku wpadło do serca”, „tępe ukłucie”, „rana w duszy”, „wył z bólu jak pies”. Tęsknota była więc dla człowieka epoki przejściowej źródłem rozdrażnienia, wewnętrznego zmagania, przed którym nawet codzienne, twarde interesy nie mogły go uchronić.
    Tęsknota spowodowała jednak, że w bułgarskiej przestrzeni odnalazł polskie elementy, na obrazki obcej przyrody nakładał swojskie klisze. To obraz budujący, szczęśliwy, który zniknąwszy, rzucił bohatera w większą alienację. Ciężka praca była dla Wokulskiego antidotum na tęsknotę – bohater czuł wtedy „względny spokój”. To także koło napędowe jego działań, bo przecież robił w Bułgarii wielkie interesy, pomnażał majątek, by zrealizować swój życiowy cel – być blisko Łęckiej. Jak więc widać, tęsknota „za wszystkim…, za krajem” to siła niszcząca i budująca życie Wokulskiego.
    Uczucie tęsknoty nie opuściło Wokulskiego wraz z powrotem do kraju. Ciągle tęskni za romantyczną miłością, stworzoną na bazie poezji Mickiewicza. Jej krystalizacją stała się Izabela Łęcka. Uczucie tęsknoty Wokulskiemu - romantykowi przypisane jest niejako na stałe, bo zakochawszy się w Łęckiej „czas miał dla niego dwie fazy. Kiedy patrzył na pannę Izabelę, czuł się absolutnie spokojnym i jakby większym; nie widząc – myślał o niej i tęsknił” (tom 1). To siła niszcząca bohatera, bo jako składnik romantycznej miłości czyni go nerwowym, niestabilnym ?i nieszczęśliwym. Ale jest źródłem, z którego chętnie czerpie, bo rozpędza pozytywistyczną machinę jego działań.

    W „Lalce” Prusa tęsknią też inne postaci. Rzeckiego ogarnia tęsknota za Napoleonem, powrotem romantycznych wartości w świecie pieniądza. Jednocześnie to „dawne” powoduje, że odwraca się coraz bardziej od ludzi i świata, stając się naiwnym dziwakiem. To odwrócenie od współczesności owocuje jednak formą literacką, bo w największym sekrecie Rzecki spisuje pamiętnik.
    W innych tekstach kultury sprzed epoki pozytywizmu tęsknota może niszczyć. Chociażby ?w cyklu „Trenów”, gdzie Kochanowski wiedziony rozpaczą po śmierci córki odrzuca światopogląd renesansowy, ideały humanistyczne i chrześcijańskie – Tren IX, X i XI, by znaleźć uspokojenie i powrócić do założeń humanistycznych – Tren XIX.
    Tęsknota była niewątpliwie siłą niszczącą romantycznych kochanków – Wertera czy Gustawa, którzy trawieni tęsknotą rzucili się wir cierpień, ocierając się o szaleństwo i znajdując finał w samobójstwie. Jednakże jak sami podkreślają, dzięki niej doświadczyli również szczęścia.
    Adam Mickiewicz pokazał w „Panu Tadeuszu”, że tęsknota może być ucieczką od emigracyjnych swarów. W epopei narodowej przywołał mit kraju lat dziecinnych, tak ważny jako budulec tożsamości narodu po upadku powstania listopadowego.
    Jak widać z powyższych rozważań, tęsknota może dotyczyć różnych zjawisk (ojczyzny, kochanki, utraconej córki). I ciągle widoczny jest jej dwubiegunowy charakter – daje siłę, buduje, ale jest także źródłem rozpaczy i niszczy wewnętrznie.
    Mogliście wybrać inne teksty kultury, właściwe postawionej tezie. Podałam tylko propozycję. Głęboko wierzę, że wybraliście odpowiednie, realizujące Wasze stanowisko. 

Podpowiedź do interpretacji wiersza Ernesta Brylla „Bądźmy dla siebie bliscy bo nas rozdzielają”
    
    Osoby dokonujące analizy i interpretacji współczesnego wiersza Ernesta Brylla na pewno zauważyły, że wiersz podejmuje problematykę moralną. W impresywnym stylu podmiot mówiący, identyfikujący się z adresatem, nawołuje do poczucia jedności i solidarności w momencie rozproszenia. Mówi o sile, tak ważnej w chwili, gdy kraj ulega dezintegracji bowiem „okrawki z hukiem w ciemność odpływają, a „ciemne góry odpychają swoim ciałem zimnym”, „rosną mury”.
    Wiersz ma wyraźny wydźwięk polityczny. Pisany w 1985 roku nawołuje do siły, zespolenia, poczucia mądrej jedności w czasach działania opozycji, bo „byle kamyk może poruszyć lawiny”. Ale istotny jest jego wymiar uniwersalny. Mówi o każdym czasie i miejscu, gdy „ziemia pęka pod stopami”. To metafora zła czy nieszczęścia, wobec którego mamy być dla siebie bliscy, wierni. Słychać tu echa klasycznej postawy (widocznej również w utrzymaniu regularnej wersyfikacji), propagowania wartości, bliskości, wierności ideałom właśnie wtedy, „gdy nas rozdzielają”. Wyeksponowana potrzeba bliskości, ciepła, jakie daje drugi człowiek, dobroci, przeciwstawiona jest ciemności, zimnemu ciału, murom. Dlatego pobrzmiewa tu nakaz Herberta „bądź wierny Idź” i echa triady Platona (prawda, dobro, piękno).
    Impresywna fraza powtarzająca się w anaforycznym „bądźmy dla siebie bliscy” jest moralnym nakazem powrotu do postawy wyprostowanej właśnie wtedy, gdy nadchodzi czas próby. Wiersz utrzymany w patetycznym tonie, umiarkowanym językiem metafor i ascetycznej bezpośredniości, przypomina o tym, kim dla siebie powinni być ludzie.

Pozdrawiam

Ewa

nauczyciel języka polskiego Collegium Novum
 

poziom rozszerzony

Drodzy Kursanci!

Za Wami czwarta odsłona matury z języka polskiego w nowej formule. Jak zwykle były dwa tematy do wyboru, oba stosunkowo łatwe, bo dotyczące tekstów, których zasadnicze sensy były zrozumiałe.  Co więcej, tegoroczne tematy bardzo dobrze wpisały się w program kursu, gdyż o literaturze i jej związkach z filozofią mówiliśmy wielokrotnie, a twórczość Józefa Czechowicza i Cypriana Kamila Norwida, z całą jej specyfiką, były omawiane na zajęciach przy okazji interpretacji ich utworów, dlatego uwagę poświęcę wyłącznie pierwszemu tematowi.

Tekst Bogdana Zelera wymagał od Was zauważenia relacji pomiędzy literaturą a filozofią. Autor uważa, że obie dziedziny są sobie bliskie, stawiają te same pytania natury egzystencjalnej, próbują formułować refleksje dotyczące natury bytu oraz sposobów poznania świata, zajmuje je świat wartości i postaw człowieka wobec nich . Na dowód przytacza poglądy filozofów przedsokratycznych, u których źródła znajdowało się myślenie mityczne czy poetów romantycznych, których z całą pewnością można nazwać twórcami idei, głównie historiozoficznych (romantyczna historiozofia i filozofia idei towarzyszyły nam na zajęciach osobno poświęconych paradygmatowi romantycznemu i tych dotyczących rewizji mitów romantycznych w literaturze).

Zeler zwraca uwagę również na to, że przedmiotem zainteresowania filozoficznego jest samo dzieło literackie, jego charakter: ontologiczny, epistemologiczny, aksjologiczny, antropologiczny lub estetyczny. Na zajęciach odnosiliśmy się do dzieła literackiego w każdym z tych aspektów, szczególną uwagę zwracając na kategorie estetyczne, takie jak piękno i brzydotę  (poświęciliśmy temu zagadnieniu cały moduł, obudowując go konkretnymi przykładami tekstów literackich, głównie barokowych, modernistycznych i współczesnych, np. Rafała Wojaczka).
Tekst Zelera odnosi się również do poglądu, że literatura jest najlepszym sposobem na opisanie i poznanie świata. Autor sąd ten opiera na poglądzie Hegla. Wy z kolei mogliście powołać się na omawianych na trzygodzinnych zajęciach egzystencjalistów, Sartre’a i Camusa (swoją drogą laureatów literackiej Nagrody Nobla), według których egzystencja poprzedza esencję, czyli byt ideę. Tutaj wszystkie trzy omawiane na zajęciach utwory Wisławy Szymborskiej oraz „Mit Syzyfa” Camusa były doskonałą ilustracją dla tego sądu. Ciekawie  też można było odwołać się do twórczości Bolesława Leśmiana, którego poglądy bliskie były Bergsonowi (czytaliśmy fragment tekstu tego filozofa na zajęciach; skądinąd Bergson to też laureat literackiego Nobla, co samo w sobie jest argumentem na związek pomiędzy  tymi dziedzinami). Czy poezja Leśmiana wyrażała poglądy Bergsona, czy była wynikiem odautorskiej refleksji filozoficznej, wydaje się bez znaczenia, gdyż w tym przypadku jedno dopełnia drugie. Warto przy okazji zaznaczyć, że na dzieło literackie wpływa szereg elementów, np.: historycznych, biograficznych, teoretycznych, które też determinują jego ostateczny kształt.

Na pewno jedną z literackich syntez literatury i filozofii dał nam Czesław Miłosz w wierszu „Zaklecie” (omawianym na jednych  z pierwszych zajęć i do którego odwoływałam się na ostatniej lekcji), z którego cytat niech będzie podsumowaniem tego wywodu: „Piękna i bardzo młoda jest Filo-Sofija/ I sprzymierzona z nią poezja w służbie Dobrego”. Nic dodać, nic ująć.

Jeżeli powtórzyliście zagadnienia, które pojawiły się na kursie (można tu jeszcze wspomnieć cały moduł poświęcony poezji, w tym tematowi sacrum w poezji), na pewno poradziliście sobie z wymaganiami tematu.
Trzymam kciuki za wyniki. Sobie, jako egzaminatorce poziomu rozszerzonego, życzę mądrych i pięknych prac. Przede wszystkim prac swoich uczniów!

Edyta Janiak

 

Komentarz do matury 2017

poziom podstawowy

Drodzy Kursanci,

            Nie ukrywałam szerokiego uśmiechu, kiedy poznałam treść tegorocznych tematów maturalnych, gdyż próbna matura z języka polskiego w Collegium Novum dotyczyła właśnie tego, czym dla człowieka może być praca. Mam więc nadzieję, że w związku z tym – Wasza praca maturalna była wyłącznie miłym obowiązkiem (tym bardziej, że w czytaniu tekstu ze zrozumieniem pojawiło się wielokroć ćwiczone streszczenie).

            Mając przed oczami temat do rozważenia - „Praca – pasja czy obowiązek?” maturzysta mógł wybrać jedno z  rozwiązań lub opowiedzieć się za obydwoma. Stanowisko to mogło wynikać z umiejętności odczytania argumentów z dzieła Antoine’a de Saint Exupery’ego i przywołania innych, stosownych tekstów kultury. Postaram się udowodnić, że praca może być zarówno pasją, jak i obowiązkiem.

            W analizowanym fragmencie trudnego do gatunkowej klasyfikacji utworu Antoine’a de Saint Exupery’ego „Ziemia, planeta ludzi” pierwszoosobowy narrator w pamiętnikarskim stylu wspomina swoją pracę - młodego pilota. I choć to zajęcie „od niedawna”, naznaczone zostało konkretnymi zadaniami, koniecznością (loty ćwiczebne, wyznaczone trasy, skrócone lekcje meteorologii). Praca jawi się tutaj jako uporządkowany proces – obowiązek przejścia od nowicjatu aż do „dostąpienia zaszczytu pilotowania samolotu pocztowego”. Z relacji wynika, że w zajęciach jest również element pasji, czegoś tajemniczego, a nawet niebezpiecznego. Reakcja młodych pilotów na krótkie, zdawkowe odpowiedzi doświadczonych w zawodzie jest tylko potwierdzeniem, że trudne warunki pilotowania urastają do czegoś nieznanego, fantastycznego i nieoczekiwanego. Tak więc tylko pasja związana z pracą może „z burzy wyczarować (…) bajeczny świat pełen sideł, zasadzek”. Element fascynacji pracą kryje się też w reakcji Bury’ego - „krótki śmiech, który rozpromienił jego zmęczenie” jest tylko potwierdzeniem zaangażowania i zachwytu w podejściu do zawodowych, żmudnych zajęć. Pojawiające się jako wyróżniona refleksja – zdanie, że „wymagania i wyrzeczenia, które narzuca praca zawodowa, przeobrażają i wzbogacają świat” jest tylko potwierdzeniem, iż praca jest pasją. Każe bowiem inaczej patrzeć na to, co dla innych typowe i zwyczajne. Mówi o podejmowaniu wyzwać, ciągłym, świeżym podejściu do nieznanego, bo wymaga zastanowienia się: „jakie ukaże oblicze?”.

Fascynująca praca pilota wiąże się również czujnością i mądrością, pokorą wobec nieokiełznanej natury. Przy tym zmaganiu i walce „z trzema bóstwami żywiołu” pilot, ekscytując się swoim odcinkiem trasy wie, że „nie jest zwykłym widzem zwykłego pejzażu”.

            Szczególne znaczenie miała praca w epoce pozytywizmu. Zgodnie z kultem idei organicyzmu i pracy u podstaw, była formą legalnej walki z zaborcą po upadku powstania styczniowego. W stworzonej w finale pozytywizmu powieści dojrzałego realizmu  - Lalce -  Bolesław Prus kreuje więc bohaterów, dla których praca jest pasją i obowiązkiem. Tak pojmuje ją Ignacy Rzecki, wieloletni subiekt w sklepie Mincla i współpracownik Stanisława Wokulskiego. Praca to dla niego niewątpliwie obowiązek – planuje codzienne zadania, wyznacza konkretne, handlowe cele do realizacji. Wiąże się to z szeregiem rutynowych powtarzanych od lat czynności. Bowiem po zakończonym dniu Rzecki zostawał często w sklepie  sam, „robił dzienny rachunek, sprawdzał kasę, układał plan czynności na jutro i przypominał sobie: czy zrobiono wszystko, co wypadało na dziś?”. Zważywszy na fakt, że ostatni romantyk wchodzi do sklepu pierwszy i wychodzi jako ostatni – praca musi być dla niego pasją. Poświęca jej całe życie, a jakość wykonywanych obowiązków ma ogromny wpływ na jego samopoczucie. Nawet świąteczny dzień podporządkowuje pracy – niedziela należała do przyjemniejszych dni w jego życiorysie, bo obmyślał wtedy wystawy dzienne na cały tydzień.

            Bohaterowie Lalki, dla których praca jest również pasją to poświęcający się wynalazkom idealiści nauki – Julian Ochocki i Geist. Z zaangażowaniem i pasją chcą „przypiąć ludzkości skrzydła” wierząc w pozytywistyczny scjentyzm.

            Również Eliza Orzeszkowa w tendencyjnej powieści Nad Niemnem daje wyraz kultowi pracy poprzez kreacje bohaterów z Zaścianka Bohatyrowiczów czy dworu w Korczynie. Zarówno Bohatyrowicze, jak i Benedykt Korczyński czy Marta  traktują pracę jako szereg obowiązków – trudnych, wymagających poświęcenia czasu gospodarskim zajęciom. Jednak  uśmiech, z jakim wykonują pracę żniwiarze w Zaścianku, czy radość przy pracy Janka Bohatyrowicza – każą mniemać, że praca jest dla nich również zaangażowaniem i przyjemnością. Dla Benedykta i jego syna Witolda to także próba zachowania tożsamości i wyraźna kategoria etyczna, bo kto nie pracuje, bywa oceniany negatywnie (jak Teofil Różyc, Bolesław Kirło, Zygmunt Korczyński czy Emilia, żona Benedykta).

            Niewątpliwie praca, choć obwarowana planem i wykonywaniem ustalonych zadań, bywa i pasją, życiowym celem, któremu liczni bohaterowie podporządkowują swe życie. Indywidualizuje więc postaci literackie, określając je nie tylko jako sumiennych ludzi, ale niezwykle zaangażowanych, wkładających w pracę całe swe serce.

Podpowiedź do interpretacji wiersza Kazimierza Wierzyńskiego Słyszę czas

            Jeden z finalnych liryków Kazimierza Wierzyńskiego, napisany w roku śmierci poety podejmuje refleksję egzystencjalną i filozoficzną, bo pyta o istotę życia i czasu. Wiersz może więc być myślą w przeczuciu końca, tego, co nieuniknione. Jest próbą określenia życia poprzez definicję czasu.

            Poprzez lirykę konfesyjną w stroficznym, nieregularnym wierszu, podmiot mówiący charakteryzuje czas jako pojęcie synestezyjne („słyszę czas”). Czas ciągle absorbuje i wzmaga odczucie wiecznego ruchu, o czym świadczą liczne wyliczenia czy poczucie zagubienia („gubię zapiski i rękopisy”), jak powtarzane anaforyczne „nie wiem”. Podmiot mówiący odczuwa szybkość egzystencji, która stwarza wrażenie „tymczasowości” i „międzyczasu”. Znał to z autopsji sam Wierzyński, po wojnie emigrując do Stanów, a w latach 60-tych wracając do Europy, by poprzez Rzym, swoją wędrówkę ostatecznie zakończyć w Londynie. Określenie „w międzyczasie” jest więc  natrętnym słowem, „bękarcim”, okrutnym, ale i mądrym, gdyż ukazującym całą istotę czasu. Parafrazując Miłosza można powiedzieć, że czas u Wierzyńskiego jest formą pojemną, bo „od początku do końca”. Nawet samo słowo w obliczu czasu traci swą moc jako iluzoryczne, bo przecież poza nim jest  - „prawdziwy czas”. Tę nietrwałość i nerwowość upływu chwil ujawnia nieregularne metrum wiersza i brak rymów. A struktura czasu ukazana jest w szczególnej aurze nocy, zgodnie z romantycznym obrazowaniem, że to niezwykła przestrzeń, ujawniająca to, co ukryte.

            W liryce osobistej Wierzyńskiego uderza siła jednostkowego wyrazu – owo „słyszę”, „patrzę”, „widzę” i  jest potwierdzeniem wyznania. Cisza natomiast ujawnia się podmiotowi w ciemności, by tym bardziej ukazać swe dzienne, realne oblicze, tak mocno odczuwalne i związane ze zmianą adresu, podróżą, „pogubionymi zapiskami” i „trwożnymi słowami”. Wszystko to układa się w neologiczne „międzyistnienie”, co sugeruje życie cząstkowe, nie w pełni. Dlatego podmiot pragnie odpowiedzi na pytanie o istotę czasu i jego relacji z człowiekiem. Tymczasem upersonifikowane zjawisko nie biegnie, ale czeka spokojnie, milcząc. Okazuje się bowiem, że najważniejsze egzystencjalne pytania pozostają bez odpowiedzi, a sam czas objawia prawdziwą swoją istotę – konieczność. Nie można zmienić jego materii, sprzeciwić się, bo swoim „pustym szumem” zaznacza twardą obecność. Użycie form czasu przyszłego i wywołany kontekstem biograficznym finał życia sugerują przeczucie tego, co nadejdzie – śmierci. I choć podmiot jeszcze nie należy całkowicie do tego czasu, to wie, że „jest wszystkim”, bo to „prawdziwy czas”.

            Jak widać definicja czasu w wierszu Wierzyńskiego pozbawiona jest jednak barokowego vanitas, pozostawiającego gorzkie poczucie znikomości. Tak wykreowany czas, porównany do pędzącego koła, pozbawiający  nadziei widnieje w wierszu Daniela Naborowskiego „Krótkość żywota”. Natomiast upływ czasu u Wierzyńskiego, choć związany z szybkością, zmianą, zagubieniem, mijaniem – wzbudza ciekawość, bo rodzi obraz przyszłości prawdziwej, wiecznej. Może być więc próbą pogodzenia z tym, co nieuniknione.

Ewa

nauczyciel Języka Polskiego w Collegium Novum

 

Komentarz do matury 2017

poziom rozszerzony

    Moi Drodzy!

    Przyszedł czas na groteskę. Na zajęciach rozmawialiśmy o niej wielokrotnie, przy okazji takich tematów jak: surrealizm, teatr absurdu, śmiech w literaturze  (głównie czarny humor), brzydota, śmierć, apokalipsa czy egzystencjalizm. Groteska bowiem pojawia się wszędzie tam, gdzie konieczne jest rozładowanie napięcia psychicznego, którego przyczyną jest lęk przed rzeczywistością w najróżniejszych jej formach i aspektach (kulturowych, obyczajowych, politycznych, społecznych, itd.). W baroku, w romantyzmie, w literaturze XX wieku posługiwano się groteską także wtedy, kiedy chciano zademonstrować swoje krytyczne stanowisko wobec form skostniałych (konwencjonalnych) w sztuce i w literaturze.

    Groteska na pewno jest kategorią trudną do zdefiniowania i określenia, zastawia na odbiorcę wiele pułapek, o czym pisze Wolfgang Kayser, autor artykułu „Próba określenia istoty groteskowości”. Ten niemiecki teoretyk literatury zauważa, że groteska jako kategoria estetyczna musi oddziaływać na odbiorcę, wywoływać w nim określone przeżycie estetyczne. Jednocześnie przestrzega przed „określaniem groteskowości wyłącznie z perspektywy odbioru”, co ilustruje przykładami mylenia groteski z komizmem czy humorem lub uznawania za groteskowe tego, co w założeniu twórcy takim nie jest – posągi z czasów Inków. Kayser  zwraca również  uwagę na  obecność groteski w „organizacji dzieła sztuki”- każdego - nie  tylko literackiego. Zajmuje go również to, jak zmieniło się rozumienie groteski na przestrzeni wieków. Szczególnie podkreśla rolę rozwoju form groteskowych w literaturze i w sztuce w okresie Sturm und  Drang (co zrozumiałe, z uwagi na  ponowne odkrycie przez romantyków średniowiecza, ich recepcję Szekspira, zwrot ku ludowości oraz kontestacją estetyki oświeceniowej - nie po raz pierwszy, gdyż groteska wywodzi się ze świąt karnawałowych i jest przeciwieństwem klasyczności).

    Najważniejszym problemem podjętym przez Kaysera wydaje się być odpowiedź na pytanie, co czyni tekst groteskowym – odbiorca czy wewnętrzna organizacja dzieła sztuki, a może jedno i drugie, skoro od siebie zależą i na siebie wpływają? Co składa się na kryterium „istoty groteskowości”?

    W grotesce występują elementy przeciwstawne, których połączenie odbiera się jako rażący konflikt, niezborność, dysharmonię (np.: komizm i tragizm, błazenada i rozpacz, demoniczność i trywialność, piękno i brzydota, itd.). Świat groteski nie poddaje się logicznej interpretacji (wszystko i zawsze może się zdarzyć), rządzi nim absurd, pojawiają się w nim formy wynaturzone, zdeformowane, hybrydalne. W utworach literackich na szczególną uwagę zwraca język, nieprzezroczysty, z ostentacyjną inwencją słowną, niejednorodny stylistycznie. Ta skrócona „próba określenia istoty” groteski pozwala na dostrzeżenie jej obecności w wielu tekstach kultury, począwszy od „Rozmowy mistrza Polikarpa ze śmiercią” (omawianej przy okazji „Czarnego humoru” Owczarskiego – dobry kontekst!), przez „Don Kichote z La Manchy”, cz. III „Dziadów” („Sen Senatora”), po groteskę u Gombrowicza, Schulza, Leśmiana, Gałczyńskiego, Witkiewicza, Mrożka, Becetta, Ionesco, Kantora... W przypadku każdego z tych utworów groteska jest zamierzoną kategorią estetyczną, niesie określone sensy, ma do spełnienia określoną rolę, np. wyraża katastroficzną wizję świata i historii – „Szewcy” Witkiewicza, „Koniec świata” Gałczyńskiego, tworzy światy alternatywne wobec realnego – „Opowiadania” Schulza, obnaża absurd ideologii postępu – „Tango” Mrożka, ukazuje rozpad więzi międzyludzkich – „Łysa śpiewaczka” Ionesco.   W przytoczonych tekstach groteska odzwierciedla kryzys wartości artystycznych i moralnych, jest celowa i ma wywołać określoną reakcję u widza (np. Witkiewiczowskie przeżycie metafizyczne).

     Na koniec warto zauważyć, że do dzieł groteskowych zaliczyć można wytwory socrealizmu, choć takimi nie były w koncepcji ich twórców. Poza tym groteska jest obecna w postmodernizmie, który wszystko „miesza”. Współcześni twórcy  posługując się pastiszem, parodią i trawestacją, tworzą rzeczywistość groteskową („Dwanaście stacji” T. Różyckiego). 

     Moi Drodzy, temat jest ostatecznie  o „próbie określenia istoty groteskowości”, więc wszystkie Wasze „próby” będą go realizować.

    Drugi temat to porównanie wierszy znanych ze szkolnej recepcji i łatwych w odbiorze: „Pana Cogito o cnocie” Zbigniewa Herberta i „Obrazu cnoty” Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej. Zestawione ze sobą utwory traktują o cnocie. U Herberta cnota symbolizuje prawość, wiarę, szacunek dla tradycji. Portretując cnotę jako niemodną „starą pannę”, Herbert posługuje się ironią. Jego troska o wygląd cnoty jest pozorna, ponieważ to nie ona ma się zmienić, ale ludzie, którzy utracili o niej pojęcie. Z kolei w wierszu poetki pojawia się obraz człowieka cnotliwego daleki od akceptacji. To ideał „bez krwi i bez pięści”, nie buntuje się, nie ma pragnień, jest pokorny, spolegliwy, bez życia. Jasnorzewska, opisując człowieka cnotliwego, podobnie jak Herbert posługuje się ironią. Oba utwory dzielą się wyraźnie na dwie części, u Herberta linię podziału wyznacza obraz „starej” i „młodej” cnoty, u Jasnorzewskiej konfrontacja ideału człowieka z prawdziwym człowieczeństwem. Wiersze różnią się ponadto tym, że „Pan Cogito o cnocie” to wiersz wolny, w którym Herbert posłużył się liryką opisową. W „Obrazie cnoty” mamy z kolei lirykę zwrotu do adresata (kilku adresatów) i wiersz regularny. W obu tekstach tytułowa cnota jest upersonifikowana.

    Dobrym kontekstem dla przywołanych wierszy może być stoicyzm oraz renesansowe ujęcie cnoty przez  Kochanowskiego. W obu przypadkach można przywołać kontekst historyczny oraz utwory podejmujące tematykę etyczną.

Pozdrawiam serdecznie wszystkich Maturzystów!

Edyta Janiak
nauczyciel Język Polskiego w Collegium Novum

 

Komentarz do matury 2016

poziom podstawowy

 

Komentarz do tematów maturalnych – j. polski poziom podstawowy 2016

            I przyszła pora na miłość. Temat rozprawki brzmiał bowiem: „Czy warto kochać, jeśli miłość może być źródłem cierpienia? Rozważ problem i uzasadnij swoje zdanie, odwołując się do fragmentu Dziadów cz. IV Adama Mickiewicza i do innych tekstów kultury”.

            Po wstępie dotyczącym miłości maturzysta powinien ustosunkować się do pytania zadanego w temacie. Nie da się jednoznacznie na nie odpowiedzieć, bo miłość, choć trudna i przysparzająca dużo cierpień, jest wartością samą w sobie. Zgodnie z konwencją romantycznej epoki bohaterzy cierpieli z powodu miłości, jednocześnie gloryfikując ją, bo jak mówi Marta Piwińska „romantyzm uważa za wartość samo doświadczenie miłości, niezależnie od tego, czy przynosi ono szczęście, czy nieszczęście” (tekst analizowany na zajęciach nr 13). Tak więc warto kochać, nawet jeśli miłość jest źródłem cierpienia.

            Przytoczony fragment IV części Dziadów to rozmowa Pustelnika z Księdzem na temat miłości, która stała się przyczyną niewyobrażalnego cierpienia Gustawa. Sam bohater w „godzinie miłości” stwierdza, że uczucie to jest przyczyną bólu tak wielkiego, iż tylko śmierć może go zniweczyć. Nieszczęśliwy kochanek często wyraża to wprost: „tyle wycierpiałem”. Towarzyszy mu również uczucie rozżalenia, gdy stwierdza: „znalazłem ją..., żebym utracił na wieki”, „jednąm wybrał z tylu dziewcząt grona, I ta cudzym przykuta pierścieniem!”. Gustaw potwierdza, że miłość może być źródłem cierpienia słownictwem typu: tortury, zwichnęły, wyłamały, utracił, jak również szeregiem wykrzyknień, będących zobrazowaniem przeżywanych rozterek. Jednocześnie z wypowiedzi bohatera wynika, że miłość, której doświadczył była ucieleśnieniem jego marzeń. Uczucie to przyniosło również i szczęście Gustawowi, bo oprócz tortur było „niebem”, a przebywanie z ukochaną sprawiało przyjemność („a odjechać od niej nudno”). I choć bohater jednoznacznie wskazuje na źródło nieszczęśliwej miłości – książki zbójeckie, to sam, zgodnie z ideą romantycznej miłości potwierdza, że dało mu również szczęście. Gustaw bowiem jest postacią tragiczną. Cierpi, ale to nie znaczy, że neguje miłość samą w sobie.

            Ta ambiwalencja dotycząca miłości widoczna jest w postawie wielu bohaterów romantycznych – Wertera, Jacka Soplicy czy Giaura. I choć miłość w wielu przypadkach kończy się tragicznie – Werter popełnia samobójstwo, Soplica cierpi żyjąc bez ukochanej, a Giaur doświadcza smutku i samotności – to żaden z nich nie zanegował uczucia, jakim jest miłość. Giaur stwierdza, że gdyby mógł, pomimo cierpień, przeżyłby wszystko jeszcze raz.

            Pomimo wszystko warto kochać, choć miłość przysparza często cierpień. Potwierdza to Stanisław Wokulski – człowiek epoki przejściowej. Sam podkreśla znaczenie uczucia do Łęckiej w swoim życiu – „Kto wie, co się stanie ze mną i tymi pieniędzmi bez niej? Może właśnie dopiero przy niej nabiorą one twórczych własności”. To miłość bowiem, choć sprawiała mu ból motywowała go do działania. W imię uczucia zdobył majątek, założył spółkę do handlu ze Wschodem, nauczył się języka angielskiego. I choć miłość skończyła się dla niego tragicznie, to czas zakochania był dla niego stanem euforii. Narrator stwierdza: „nie była to miłość, ale ekstaza”.

            Warto zauważyć, że nie tylko miłość do kobiety była uczuciem determinującym życie bohaterów. Dziady cz. III są przykładem cierpienia dla ojczyzny. Scena więzienna polistopadowego dramatu romantycznego nie pozostawia wątpliwości, że warto kochać ojczyznę pomimo cierpień. Opowieść Sobolewskiego czy bajka Żegoty potwierdzają ten fakt, a koncepcja mesjanizmu tylko utwierdza w przekonaniu, że warto kochać nawet wtedy, gdy miłość jest źródłem cierpienia.

            Oczywiście maturzysta mógł przyjąć inne stanowisko i stwierdzić, że nie warto kochać, jeśli miłość jest źródłem cierpień. Gustaw koncentruje się bowiem na negatywnych aspektach uczucia, sam jeszcze raz popełnia samobójstwo, tak jak wcześniej Werter. Wokulski zaś doprowadzony do rozpaczy zmarnował swój potencjał naukowy, chciał popełnić samobójstwo i niewykluczone, że zginął w ruinach zamku w Zasławiu.

            Ja wybrałam jednak wersję optymistyczną, zgodnie z koncepcją romantycznej miłości, „że brak doświadczenia miłości w życiu jest nieszczęściem – nie jest nim natomiast miłość nieszczęśliwa” (Marta Piwińska).

            Mam nadzieję, że temat nie sprawił kursantom CN większych trudności, tym bardziej, że koncepcji miłości poświęciliśmy odrębne zajęcia.

Podpowiedź do interpretacji wiersza „Dałem słowo”.

            Wiersz Zbigniewa Herberta Dałem słowo dotyczy trudnej sztuki wyboru i niewątpliwie wiąże się z przyjęciem określonej postawy wobec życia. Jest poetycką refleksją, że warto być człowiekiem przyzwoitym. Jest to trudne zadanie, zwłaszcza gdy wiąże się z byciem konsekwentnym, wiarygodnym i odpowiedzialnym za własne zobowiązania, bo „dałem słowo”.

            W zaprezentowanym typie liryki bezpośredniej podmiot mówiący opowiada swoją historię właśnie poprzez stosunek do słowa. Czas przeszły przywołuje tutaj konwencję wspomnienia: „byłem bardzo młody”, a jednocześnie każe korzystać z mądrości podmiotu doświadczonego czasem.            

            Już sam tytuł odsyła do preferowanych przez podmiot wartości: wagi słowa, uczciwości. Sformułowanie „dałem słowo”  jest znakiem rozpoznawczym klasycznej, wyprostowanej postawy, tak częstej w wierszach Zbigniewa Herberta.

            Podmiot zaznacza wyraźnie, że „danie słowa” to zobowiązanie moralne, wpisane w sferę ducha, często opozycyjne do rozsądku, który „doradzał, żeby nie dawać słowa”. Trzeba „było wybierać”, bo „czas eksplodował” (metafora zagrożeń wojennych czy powojennych). Ta konieczność opowiedzenia się wobec czasu jest aktem odwagi. Tworzy trudny los, bo często wiąże się z ostatecznym wyborem czy jedyną, słuszną postawą. Dramat ludzkiej rzetelności – danie słowa – wyraża doskonale metafora „pętli na szyi” i epitet „ostateczne słowo”. Podmiot nie ukrywa bowiem trudu takiego postępowania, wykorzystując grę związkiem frazeologicznym:

                                   „słowo daję,

                                   chętnie bym,

                                   cofnął dane słowo”

            Ta chwila wahania czyni podmiot bardziej ludzkim, prawdziwym. Niepewność trwa krótko, bo nieubłagalnie „skrzypi oś świata”, przywołując motyw vanitas. I choć rzeczywistość „biegnie obręczami czasu” i ciągle mieni się kolorami, nowymi sytuacjami, to „słowo” pozostaje. Nie jest łatwe, bo „ugrzęzło w gardle” i trzeba go dotrzymać.

            Sam Zbigniew Herbert doskonale wiedział, co znaczy „dać słowo”, czyli być rzetelnym i przyzwoitym. Służąc wyznawanym wartościom pisał do szuflady w czasach stalinizmu.

            Współczesny, biały wiersz Herberta jest więc próbną zdefiniowania, na czym polega prawdziwe człowieczeństwo. To „danie słowa” jest ekwiwalentem uczciwości, prawdy. I choć nie jest to łatwa postawa, to podmiot nie ma wątpliwości, że jedyna. Bo jak pisał Herbert w „Przesłaniu Pana Cogito” nie ma nagrody za rzetelność, a hołdowanie wartościom gotuje człowiekowi trudny los. Jednak pomimo wyrzeczeń, jakie niesie ze sobą zobowiązanie i wierność prawdzie, ma jedyną odpowiedź - „bądź wierny idź”, „tak trzeba”, bo „dałem słowo”.

            Mam nadzieję, że kursanci CN dotrzymają danego słowa i bardzo dobrze zdadzą tegoroczną maturę. Życzę najlepszych wyników!
 

            Ewa Bednarczyk

            Nauczyciel Języka Polskiego Collegium Novum

 

poziom rozszerzony

 

Drodzy maturzyści,


   mam nadzieję, że teksty, które pojawiły się na egzaminie maturalnym przyjęliście z dużą ulgą, bowiem odwoływały się do tematów i zagadnień poruszanych na zajęciach. Co ciekawe, fragment tekstu Jana Parandowskiego z jego „Alchemii słowa”, dokładnie z rozdziału „Tworzywo literackie”, dostaliście do analizy na naszej maturze próbnej. Niestety nie ten sam, ale  byłoby to  jak wygrana ?w totolotka, a ja uchodziłabym za czarownicę.   

     W drugim temacie pojawił się omawiany na zajęciach Schulz i motyw  czasu, szeroko dyskutowany parę tygodni temu w kontekście prozy Prousta i Iwaszkiewicza (dokładnie do tych twórców należało się odwołać w kontekstach).

   Ale po kolei.

 Jana Parandowskiego w eseju „Tworzywo literackie” zajmuje sztuka pisarska, która, w jego ocenie, w przeciwieństwie do innych dziedzin sztuki  jest w stanie podjąć i udźwignąć każdy temat. Parandowski  stoi na stanowisku, że  dla literatury nie ma granic, wszystko może być dla niej źródłem natchnienia, tworzywem i „surowcem”:  fantazja, uczucia, filozofia, nauka, codzienność, prywatność, arcydzieła literatury, a nawet ona sama. W ten sposób Parandowski czyni z literatury uprzywilejowaną dziedzinę sztuki, dla której jedynym ograniczeniem jest wybór środków wyrazu i źródeł inspiracji. Parandowski aby opisać akt twórczy, przed którym staje pisarz, odsyła do historii Odyseusza czekającego na Teirezjasza. Mitologiczny bohater staje się tu metaforą pisarza, który wybiera spośród wielu „kształtów” ten jeden prowadzący go do celu. Odyseusz w Hadesie kieruje się rozumem, ale w szerszym planie - sercem, bowiem zasadniczo na tych dwóch symbolach, jak zauważa Parandowski,  jest oparte  literackie ujęcia świata. Esej kończy się dramatycznym wyznaniem, że czas życia pisarza nie daje szansy na spełnienie wszystkich planów.
    Trudno nie zgodzić się z Parandowskim, bowiem literatura potrafi opisać cały świat widzialny i niewidzialny, realny i nierealny, zmysłowy i metafizyczny. W tym celu posługuje się różnymi konwencjami literackimi: mimetyczną, paraboliczną, groteskową,  kreacyjną, surrealistyczną, itd. Czerpie z  prawdziwego  życia, bywa autobiograficzna i autotematyczna. Zajmuje się sobą,  czyli jest metaliteraturą. Jest osadzona w konkretnym czasie historycznym i odpowiada na jego wyzwania, co determinuje jej  etyczny i estetyczny charakter. Od czasów biblijnych podejmuje się próby opisania trudów ludzkiej egzystencji, bowiem jak mawiał Kohelet  „nic nowego pod słońcem”. Angażuje w swój przekaz filozofię, którą twórczo interpretuje (Leśmian, Camus i inni). W majestacie klasycyzmu odnajduje swoje kulturowe centrum z  przeciwwagą w romantycznym i awangardowym sposobie opisu świata. Co więcej, wchodzi w dialog ze sobą na prawach aluzji literackiej, stylizacji czy intertekstualności.  Spełnia swoją rolę nawet w „płynnej nowoczesności”, kiedy pozwala nam (jak twierdzi Zygmunt Bauman) „ po prostu zapomnieć”, przenosząc  chociażby w świat fantasy. Jej „tworzywo literackie” wydaje się być nieograniczone, poza tym  ma wszystko to, co inne dziedziny sztuki. Operuje obrazem, dźwiękiem, kształtem, ruchem, przez co  słowo jest  doskonalsze niż pędzel, dłuto, instrument muzyczny czy taśma filmowa.
    Oczywiście można nie zgodzić się z tak postawioną tezą i dowodzić wyższości którejś ze sztuk nad literaturą lub można postawić tezę ambiwalentną i uczynić z niej równorzędnego partnera ?w sposobie opisu świata obok, na przykład: rzeźby (mistrz Bernini), filmu (wielcy Haneke i Sorrentino), malarstwa (wzruszający Wermeer i  sugestywny Hopper).   

   Wybór tekstów do zaproponowanego przeze mnie ujęcia może być bardzo duży i odwoływać się do różnych konwencji literackich czy źródeł inspiracji. Każdy powinien wybrać to, co mu najbliższe (w sensie wrażliwości literackiej). Dla mnie byłby to klasycyzm z „chłodnym pięknem” arcydzieł  Horacego, Herberta, Miłosza  i egzystencjalizm w ujęciu Leśmiana, Szymborskiej czy Becketta. Lubię, gdy literatura opisuje również świat mi najbliższy, bo człowiek  jest zarazem „istotą historyczną”, dlatego przywołałabym „Uległość” Michela Houellbecqua. No cóż, raczej miałabym problem z nadmiarem tekstów i samoograniczeniem (stąd dobrym pomysłem byłoby prześledzenie twórczości jednego artysty).


    W drugim temacie, zestawiającym fragmenty „Genialnej epoki” Schulza i powieści Konwickiego „Bohiń”, elementem łączącym jest motyw czasu widzianego z perspektywy narratora utożsamianego z autorem. W obu przypadkach mamy do czynienia z próbą spojrzenia na czas jako zjawisko wyłamujące się tradycyjnemu ujęciu, podporządkowane artyście i powoływanemu przez niego światu.
    Konwicki wraca do przeszłości, ale ten powrót trudno nazwać wspomnieniem, gdyż babki Heleny nigdy nie spotkał, tworzy ją, jak sam mówi, z : „zapamiętań,  z jakichś tęsknot oraz przeczuć”.  Zagląda do czasu minionego, uruchamiając wyobraźnię, która wskrzesza nie tylko babkę, ale i jej „posępną epokę”. Twórczość wydaje się być sposobem na ocalenie od zapomnienia, ale czy ma sens wobec śmiertelności wszystkiego i nieuchronności czasu. Z prozy Konwickiego płynie jakiś niebywały smutek, w którym  nie ma nadziei na oparcie się czasowi. „Gdzież jest moja babka?” narratora przypomina pytanie postawione przez Villona w „Wielkim testamencie”: „gdzie są niegdysiejsze śniegi?” Obaj autorzy pozostają wobec tego egzystencjalnego problemu bezradni.
    Czas jest szczególnie ważny dla Schulza, który poświęca mu wiele miejsca w cyklu opowiadań „Sklepy cynamonowe” i „Sanatorium pod klepsydrą”, z którego pochodzi opowiadanie „Genialna epoka” stanowiące kwintesencję wykładu autora na temat czasu.  W świecie Schulza czas nie jest niczym stałym i jednoznacznym, nie ma charakteru linearnego, gdyż nie dotyczy „zwykłych zdarzeń (…), które następują sobie na pięty”. Schulz po części ucieka przed zachłannością czasu, który tylko w literaturze może się zatrzymać lub pomieścić wszystko. To, co niezwykłe, wymaga „bocznej odnogi czasu”, „czasu dwutorowego”,  w którym na prawach wyobraźni dziecka zostaje powołany do życia świat nieograniczonej fantazji. Wszak  „genialna epoka” to czas dzieciństwa, kiedy wszystko jest możliwe i dozwolone. Wtedy nie tylko czas rozciąga się do „trzynastego miesiąca”, ale i przestrzeń zmienia swoją naturę, podlegając rozmaitym przeistoczeniom. Wkraczamy bowiem w czasoprzestrzeń przetworzoną przez wyobraźnię pisarza, zmitologizowaną, którą można poznać  tylko „dojrzewając do dzieciństwa”.   

   W Schulzowym opisie czasu widać wpływ filozofii Bergsona  i koncepcję marzenia sennego Freuda. Żywa jest tu tendencja kultury dwudziestolecia międzywojennego głosząca, by stworzyć świat na nowo, przetworzyć, to, co widzimy w jakąś nową jakość, gdzie realność i fantastyka łączą się na prawach kreacji i metamorfozy, gdzie zwyczajne fakty zyskują niezwykły kształt i wymiar.
    Obaj pisarze kładą nacisk na nieokiełznaną wyobraźnię. W ich świecie  czas podlega zmianom i przekształceniom, które uzasadnia  obrana droga twórcza - autokreacja. Konwickiego i Schulza łączy również język  narracji - poetycki i emocjonalny, sugestywny i oryginalny.
   I znowu  można by pisać dużo, uruchomić zasygnalizowane wcześniej konteksty („W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta, „Panny z wilka” Iwaszkiewicza), ale poprzestanę na tym, co powyżej.
Pamiętajcie, że literatura to obszar pytań, a nie gotowych odpowiedzi i jedynie możliwych interpretacji.  
Pozdrawiam serdecznie,


Edyta Janiak

Nauczyciel Języka Polskiego Colelgium Novum

 

Komentarz do matury 2015

poziom podstawowy

Hurrra!!!

Mam nadzieję, że tak właśnie zakrzyknęli moi Słuchacze, przeczytawszy tegoroczny temat rozprawki. Wolna wola, wolne wybory, koncepcja ludzkiego życia, wszelkie determinacje ludzkiego losu...to zagadnienia, które rozważaliśmy od pierwszego do ostatniego spotkania. Nawet podany fragment "Lalki" analizowaliśmy w kontekście literatury i filozofii epoki pozytywizmu, zwracając uwagę na teorię organicyzmu, utylitaryzmu i zależności człowieka od różnych czynników zewnętrznych. Z całością powieści Prusa uczniowie poradzili sobie na pewno bez trudu, bo i w szkole, i na naszych kursach omawialiśmy te lekturę aż do znudzenia i to w różnych aspektach.Innych tekstów kultury, w których występuje podany w temacie problem, jest tak dużo, że każdy mógł sobie wybrać to, co najlepiej zna i rozumie.

 

Wiersz do interpretacji nie był już tak prosty, zwłaszcza dla młodego człowieka. Poza tym uczniowie nie lubią analizować utworów poetów, których nie znają, a o Elizabeth Bishop z całą pewnością nigdy nawet nie słyszeli. To nie był dobry wybór tekstu na maturę na poziomie podstawowym i mam nadzieję, że moi Słuchacze tego tematu nie pisali.

 

Natomiast jeśli chodzi o test maturalny, to oceniam go jako dosyć typowy i średnio trudny. Ćwiczyliśmy wielokrotnie podobne zadania, uczyliśmy się pisać streszczenia różnych tekstów, a definicję manipulacji językowej prof. Bralczyka nawet podyktowałam. Mam więc nadzieję, że moi Kursanci dali sobie radę z większością pytań.

Za wszystkich trzymam kciuki, pozdrawiam i liczę na życzliwą pamięć.

 

Bożena Wiśniewska


Komentarz do matury 2015 - drugi
poziom podstawowy

Okiem polonisty…

            Jaka była „debiutująca” matura z języka polskiego na poziomie podstawowym? Myślę, że przede wszystkim nietrudna. Zarówno zadania testowe  jak i tematy wypracowań nie zaskoczyły  wymaganiami czy doborem tekstów literackich.

            W tym roku twórcy arkusza egzaminacyjnego z języka polskiego oszczędzili uczniom zmagań z zadaniami sprawdzającymi świadomość językową, głównie z zakresu gramatyki opisowej, co dodatkowo uczyniło tę część egzaminu przystępną.

            Polecenia do zadania 1. były zrozumiałe i odnosiły się głównie do treści artykułu J. Bralczyka, włącznie z  najwyżej punktowanym streszczeniem, które pojawiło się na maturze próbnej (CKE i Wydawnictwa Nowa Era) i było przewidywane  przez polonistów.

            Polecenia do zadania 2. sprawdzały różne kompetencje. Od maturzystów poza rozumieniem czytanego tekstu oczekiwano  określenia funkcji cytatów, odczytywania znaczeń metafor użytych przez autora artykułu oraz porównania intencji nadawcy (narratora fragmentu „Pana Tadeusza” A. Mickiewicza i Wojciecha Nowickiego, autora felietonu „Książki na całe życie”).

            Stopień trudności tej części arkusza egzaminacyjnego pozwala sądzić, że maturzyści bez trudu poradzili sobie z większością poleceń.

            W części arkusza egzaminacyjnego sprawdzającego umiejętność tworzenia wypowiedzi argumentacyjnej pojawiły się dwa tematy wypracowania do wyboru.

            Pierwszy  wymagał napisania rozprawki: „ Wolna wola człowieka czy siły od niego niezależne – co przede wszystkim decyduje o ludzkim losie?”. Uczniowie mieli obowiązek odwołania się do zamieszczonego fragmentu „Lalki” B. Prusa, całego utworu i innego tekstu kultury.
            W przytoczonym fragmencie powieści pojawia się sugestia, że człowiek nie ma wpływu na swoje życie. O jego losie decyduje drugi człowiek, miejsce urodzenia, pochodzenie, itd. Porównani do pszczół i mrówek Paryżanie na przestrzeni wieków (pomimo „trzech republik i paru anarchii”) zbudowali uporządkowany i funkcjonalny „półmisek”. Rządziła nimi jakaś wewnętrzna logika narodu o jasno określonych zadaniach i potrzebach,
w pozytywizmie wyrażona przez idee organicyzmu i utylitaryzmu. Prus, pokazując Paryż oczami Wokulskiego, charakteryzuje również jego mieszkańców jako ludzi, którzy dzięki pracowitości i nauce osiągają materialny sukces, ale też stają się klasą dorobkiewiczów (co ma być przestrogą dla samego Wokulskiego).

            W planie całej lektury człowiek jest przede wszystkim tytułową „lalką”. Rządzą nim siły niezależne od niego (takie jak etykieta, „salon” czy drugi człowiek). Widać to w losie Stanisława Wokulskiego, na którego  życie miały wpływ  historia (powstanie styczniowe), ale przede wszystkim kobieta. Tej ostatniej zawdzięczał majątek, który okazał się nic niewarty wobec braku uczucia z jej strony.

            Prus w „Lalce” odwołuje się do motywu theatrum mundi. Stanowiąca klamrę kompozycyjną scena  z Rzeckim nakręcającym zabawki sklepowe na początku i końcu książki podkreśla główne przesłanie powieści, że człowiek nie jest jednostką wolną. Zniewalają go jednak nie Bóg, Ananke czy ślepa Fortuna, a drugi człowiek i świat, który stworzył.

            W literaturze znajdziemy szereg przykładów dowodzących zależności człowieka od różnych sił. Antyczny król Edyp jest symbolem marionetki w rękach Losu. Szekspir pokazał człowieka, na którego wpływ miały niepohamowana ambicja i żądza władzy. F. Kafka stworzył postać Józefa K. , który ma proces, choć nie wie kto i o co go oskarża. Z kolei literatura czasów wojny i okupacji pokazała ludzi, których życie brutalnie określiła historia i totalitarne ideologie.

            Wiersz E. Bishop podejmuje problematykę egzystencjalną. Zwraca uwagę na bliski każdemu człowiekowi stan utraty. Życie ludzkie składa się bowiem z nieustających strat, począwszy od tego co z pozoru mało ważne jak klucze, po śmierć kogoś bliskiego.

            Osoba mówiąca w wierszu doświadczyła utraty jak każdy człowiek („przepadł mi gdzieś zegarek po matce”), a nawet w większym wymiarze („straciłam dwa najdroższe miasta”). Jedynym sposobem na poradzenie sobie ze stanem utraty jest jej akceptacja. Podkreśla ją przede wszystkim powtarzający się w wierszu refren („w sztuce tracenia…”), ale też kolokwialne zwroty typu „nie ma sprawy”.

            Sztuka tracenia kojarzy się z dawnymi poradnikami takimi jak „sztuka wymowy” czy „sztuka dobrego umierania”. Człowiek XX wieku narażony na nieustającą utratę (w związku z rozwojem cywilizacji, migracjami, wojnami, itd.), musi się jej nauczyć. Stąd poradnikowo brzmiące zwrotki (druga i trzecia) z wyraźnym apostroficznym „trać”.

            Czy w „sztuce tracenia łatwo dojść do wprawy”? przesłanie wiersza jest przewrotne: z jednej strony musimy godzić się z tym, co przyniesie los, z drugiej wcale nie jest to takie łatwe.

            Mam nadzieję, że stosunkowo łatwy egzamin maturalny z języka polskiego nie wywołał wśród uczniów poczucia straty czasu…

Pozdrawiam wszystkich maturzystów,
E. Janiak



Komentarz do matury 2015
poziom rozszerzony

Drodzy kursanci poziomu rozszerzonego!
    Mam nadzieję, że poradziliście sobie z tematami, które w swojej formule były przewidywalne i w tym sensie nie były zaskoczeniem  dla nikogo. Podczas egzaminu należało odtworzyć wzór postępowania analitycznego (tzw. kartę pracy) i krok po kroku realizować jego poszczególne elementy. Oczywiście ta część zadania maturalnego jest najtrudniejsza, mimo to wierzę, że  sprostaliście temu zadaniu.
    Pierwszy temat, oparty na tekście U. Eco „Historia piękna”,  mógł stanowić wyzwanie lekturowe z uwagi na swój  teoretycznoliteracki charakter. Jednak po kilkukrotnej lekturze pozwolił odkryć swoje sensy i dał szansę na sformułowanie problemu. Eco zajmuje się w nim tytułowym pięknem, a w zasadzie jego ukrytym, symbolicznym wymiarem. Innymi słowy rzeczywistością niewidoczną dla oka, pozazmysłową, ale istniejącą, czego dowodzi przede wszystkim literatura symboliczna, począwszy od średniowiecza (na które Eco się nie powołuje) po ponowoczesność (bliską literacko włoskiemu twórcy, również w tym tekście nie przywołaną). Jako źródło symbolicznego opisu świata wskazuje  Eco twórczość prekursora tego kierunku - Ch. Baudelair’a . Od  francuskiego poety przejmuje stanowisko, że sposobem na dotarcie do tego, co ukryte (czyli prawdy o świecie) jest sztuka poetycka. Poprzez symbol, metaforę czy aluzję artysta stwarza możliwość obcowania z Absolutem, głębią duszy, zagadką bytu, nieskończonością, wiecznością, …itd. Dowodząc swojego stanowiska, powołuje się nie tylko na twórczość autora „Kwiatów zła”, ale także odnosi się do filozofii idealistycznych (Platona oraz,  wprawdzie nie wprost,  filozofów romantycznych, głównie Schopenhauera). Zwraca tym samym uwagę, że symbolizm był literacką formą filozoficznego idealizmu. O tym mówi esej E. A. Poego „Zasady poezji”. Jednak zasadniczą część swojego poglądu włoski semiotyk (badacz znaków i ich znaczeń) opiera na twórczości Baudelair’a. W jego „Oddźwiękach” natura to „las symboli” będący dalekim odbiciem rzeczywistości idealnej, gdzie barwy, dźwięki, zapachy łączą się między sobą na zasadzie odpowiedników (synestezja), zaś poszukiwanie i próba oddania tych „odpowiedniości” to trudne zadanie artysty słowa. Rozwój cywilizacji „zabija” „głębszy, prawdziwszy, intensywniejszy…” odbiór świata, dlatego sztuka musi być formą kontaktu z tym, co ukryte, a artysta pełnić rolę kapłana.
    Ze stanowiskiem U. Eco można się zgodzić, można być wobec niego w opozycji ,co nie jest niemożliwe (moje grupy wiedzą, że każdy sąd można „obalić”) lub zająć stanowisko ambiwalentne. Ja wybieram tę ostatnią opcję (choć może tylko pozornie).
    Z jednej strony zgadzam się z koncepcją  świata jako przestrzeni „zaszyfrowanej”. Docieramy do niej za pośrednictwem artysty, który dzięki swej niezwykłej wrażliwości obcuje ze światem „odwiecznych prawd i tajemnic duszy”. Taką rolę wyznaczył twórcy S. Przybyszewski w „Confiteorze”. Ilustracją tej postawy jest, np. znana kursantom i omawiana na zajęciach, twórczość romantyków, modernistycznych symbolistów  (np. Micińskiego, Kasprowicza), S. Żeromskiego, S. Wyspiańskiego czy B. Leśmiana. Ja skupiłabym się przede wszystkim na tym poecie, ponieważ cenię i lubię jego utwory. Za pomocą wyobraźni dociera się w nich do rzeczywistości transcendentalnej, tj. wykraczającej poza doświadczenie, w której poznanie intuicyjne dominuje nad intelektem (kontekstem może być bergsonizm).
    Z drugiej strony świat to również przestrzeń realna, materialna, mimetyczna, która nie wymaga „przenicowania” przez natchnionego poetę proroka, bo sama w sobie jest wystarczająco piękna (choć wg Platona jest tylko odbiciem pozaziemskich idei). Tak jest przedstawiana przede wszystkim przez poetę klasycznego (filozofa/ nauczyciela/ doctusa). Jej istnienia w tym kształcie  dowodzą chociażby klasyczne „Pieśni” Kochanowskiego czy twórczość L. Staffa (omawiany na kursie „Przedśpiew”). Ponadto jest bytem wartym pochwały w swoich najdrobniejszych cząstkach istnienia, jak pisze W. Szymborska  w „Nicości…” (jednym z wierszy interpretowanych na zajęciach). Poetka zestawia w nim „byt” z „nicością”, przy tym „nicość” jako przestrzeń alternatywna wcale nie jest  idealna i tym bardziej przyjazna. Są w niej „pustka”, „cisza”, „brak”. Paradoksalnie nadzwyczajne jest to, co zwykłe.
Na koniec konkluzja następująca - moja propozycja  realizacji  tematu jest  jedną z wielu. Problem podjęty przez U. Eco jest bowiem na tyle pojemny, że pozwala na różne interpretacje.

    W temacie drugim zestawione zostały ze sobą wiersze, które łączy doświadczenie Sybiru jako miejsca kaźni wielu pokoleń Polaków. W związku z tym, wybór tekstów nie jest przypadkowy, bo jednocześnie wyznacza granice czasowe i historyczne dla tego zdarzenia. Otóż od czasów powstania listopadowego, na którego klęsce posadowiona jest literatura romantyczna, w tym twórczość Krasińskiego, po lata 80-te XX wieku Polakom groziły represje ze strony carskiej Rosji czy potem Związku Radzieckiego. Pośrednio w „Zesłaniu studentów” S. Barańczaka, na prawie aluzji do dzieła Malczewskiego o tym samym tytule, pojawia się  czasoprzestrzeń końca XIX i początku XX wieku, co pokazuje pewną niezmienność polskich losów, których początek datuje się  na czasy romantyzmu. Skalę tego zjawiska i jego skutki dla ukształtowania się postawy mesjańskiej opisała Z. Trojanowiczowa w „Sybirze romantyków”, który mógł stanowić istotny kontekst historycznoliteracki w realizacji tego tematu (tekst był czytany i omawiany na zajęciach).
    W utworze „Na Sybir!” Z. Krasiński opisał tytułową przestrzeń jako „nieskończoność świata”. Poeta posłużył się hiperbolizacją, żeby oddać skalę tej krainy, przerazić jej ogromem. Główną uwagę przywiązał do momentu aresztowania: nagłego, „niespodziewanego”, pod zasłoną nocy, bez pożegnania, na prawach tajemniczego „zniknięcia”, o którym mówi się aż trzy razy w otwierającej wiersz zwrotce. Carski oprawca nazwany tu jest wprost „katem”. Obrazy te łatwo odnajdziemy w „Dziadach” cz. III A. Mickiewicza, gdzie aresztowanych przedstawicieli młodzieży wileńskiej spotkał los postaci z wiersza „Na Sybir!”. W utworze Krasińskiego romantyczny konspirator zwraca się do swoich bliskich (liryka zwrotu do adresata) ze świadomością końca drogi zesłańca („I jak z umarłym, nikt nie pójdzie ze mną”). Dramatyzmu utworowi dodaje tytuł, którego rozkaźnikowa forma podkreśla konieczność i nieuchronność losu spiskowca.
    Z kolei Jacka Kaczmarskiego w wierszu „Zesłanie studentów” zajmuje opis sytuacji  jednego z „przystanków” w drodze na Sybir. Aresztowani młodzi ludzie próbują odpocząć „pod wielką mapą Imperium”. Mają świadomość, że uczestniczą w swoistej „lekcji historii”(ironia autora) i nietypowym „kursie geografii”(ponowna ironia). „Naganne ze sprawowania” ,kolejne w wierszu odniesienie do rzeczywistości szkolnej, wiąże los studentów ze specyficzną edukacją – oporu, protestu, walki, której  konsekwencją staje się Sybir. Młodzi ludzie zdają „egzamin wstępny katorgi”, są kolejnym pokoleniem Polaków, które płaci najwyższą cenę za walkę o wolność ojczyzny.
    Sybir u Kaczmarskiego jest  krainą, podobnie jak u romantyka, ogromną, hiperbolizowaną „białymi wiorstami papieru” czy „wielką mapą Imperium”, jest miejscem, z którego nie ma ucieczki. Tułaczka po nim będzie długa, na co wskazuje odniesienie do „Odysei” Homera.
    W czasach końca XIX wieku, rusyfikacji i represji caratu wobec narodu polskiego, osadzają wiersz określenia: „żołdak”, „szynele”, „wiorsty”. Ale Kaczmarski tylko pozornie opisał zdarzenia sobie niewspółczesne. Rok powstania utworu – 1980, pokazuje ciągłość losu Polaków, którzy  pod „minizaborem” znajdowali się do  1989, a możliwość aresztowania, więzienia, a nawet śmierci istniała prawie do końca sowieckiej „okupacji”. Dlatego wiersz Kaczmarskiego można potraktować jako kostium historyczny dla współczesności poety, w której groźba wkroczenia wojsk radzieckich, (wraz ze spodziewanymi konsekwencjami, również opisanymi w wierszu) była nad wyraz realna, co potwierdzają źródła historyczne.
     Kontekstem dla tego tematu, poza wskazanymi już obszarami, będą wszystkie utwory z motywem Sybiru (np. „Inny świat) oraz te odnoszące się do wspólnotowego pokolenia walki o wolność (np. twórczość pokolenia Kolumbów).

    Mam nadzieję, że moja sugestia odczytania utworów Was usatysfakcjonowała. Pamiętajcie, że nie ma jednej możliwej  interpretacji (czego dowodziliśmy sobie niejednokrotnie na zajęciach).

Pozdrawiam serdecznie,
E. Janiak


Komentarz do matury 2014

poziom podstawowy

Ufff!

Znowu jestem zadowolona, że ciężka praca moja i moich słuchaczy nie poszła na marne. Tegoroczne tematy maturalne oceniam jako bardzo łatwe, a przynajmniej nietrudne, do napisania których kursanci byli dobrze przygotowani.

Nietrudne, bo typowe, prosto i jasno sformułowane, wymagające przede wszystkim umiejętności analizowania podanych fragmentów prozy lub dramatu bez konieczności nawet odwoływania się do całości utworów, chociaż oczywiście znajomość utworów jak zwykle nie przeszkadza, jest potrzebna i bardzo cenna, żeby nie odczytywać błędnie podanych tekstów i właściwie charakteryzować uczucia, poglądy i postawy bohaterów.

 

O naszych słuchaczy jestem spokojna. Zdadzą! Część z pewnością bardzo dobrze, powyżej 80% ale wszystcy na pewno powyżej 50%. Ten typ wypracowań ćwiczony był na każdych zajęciach. Pozostaje tylko mieć nadzieję, że moi kursanci pamiętali o wszystkich radach, tak jakbym siedziała  w butonierce czy innej kieszonce i szeptała im do uszka, co najpierw i po kolei powinni zrobić (!):

  • po pierwsze właściwie zrozumieć temat
  • zrobić plan wypracowania
  • następnie przeczytać tekst bardzo wnikliwie i podkreślić słowa znaczące
  • no a pisząc pracę: wstępnie rozpoznać fragmenty, podsumować zgodnie z tematem i najważniejsze-nie streszczać!!! a analizować i problematyzować, itd.itd.itd...

Obiecywali, że będą pamiętać.

Potop powtórzyliśmy bardzo dokładnie i pisaliśmy wspólnie aż 4 wypracowania w/g standardów maturalnych. Intuicja mnie nie zawiodła i nawet na próbnej maturze dałam temat z tej właśnie lektury.

A Wesele?...Powiem krótko: na zajęciach analizowaliśmy ten sam fragment i to pod kątem podobnego tematu.


Test- czytanie tekstu ze zrozumieniem również oceniam pozytywnie jako dosyć łatwy. Sam tekst w lekturze bardzo przyjemny, bo o miłości. Pytania typowe, czytelnie sformułowane. Rozwiązywanie tego typu testów ćwiczyliśmy nie tylko na każdych zajęciach planowych, ale również dodatkowo na konsultacjach. Słuchacze bardzo lubili ten rodzaj pracy i robili znaczące postępy; niektórzy na próbnej maturze dostali nawet 100%punktów.


Trzymam kciuki za jak najlepsze wyniki.

Pozdrawiam wszystkich byłych i przyszłych Słuchaczy.

Bożena

 

Komentarz do matury 2014
poziom rozszerzony

Tegoroczna matura z języka polskiego na poziomie rozszerzonym nie powinna zaskoczyć kursantów ani stopniem trudności, ani stawianymi im wymaganiami, które miały charakter standardowy. Dotyczyła bowiem ćwiczonej na kursie umiejętności analizy i interpretacji utworów pod kątem sposobów kreacji obrazów literackich oraz  ich zestawiania. Ponadto na zajęciach był analizowany fragment „Sierpnia” Schultza, co było dodatkowym ułatwieniem podczas egzaminu.

 

Mierząc się z pierwszym tematem, uczniowie musieli opisać miłość we fragmentach utworów „Don Kichota z La Manchy” Cervantesa i „Romea i Julii” Williama Szekspira. Choć są to tekst powstałe w tym samym czasie, inaczej przedstawiają to najważniejsze dla literatury uczucie.


W wypowiedzi kochanka, z utworu Cervantesa, miłość wydaje się być nieodwzajemniona. To stan przynoszący ból i cierpienie, których źródłem jest zazdrość. Staje się uczuciem destrukcyjnym, rodzi gniew, rozpacz, żal, lęk, podejrzenia. Nazywana „jadem” i „trucizną” niszczy zazdrosnego kochanka, skazując go na męki równe tym piekielnym. Jedynym ukojeniem dla zrozpaczonego mężczyzny zdaje się być samobójcza śmierć.

 

Utwór ma charakter apostroficzny. Podmiot liryczny najpierw  zwraca się do ukochanej z pełnym pretensji oskarżeniem o skazanie go na cierpienie z powodu rozstania. Zarzuca dziewczynie okrucieństwo, czyni ją odpowiedzialną  za tę dramatyczną i emocjonalną pieśń. Następnie o pomoc w wyrażeniu uczuć prosi ptaki (puszczyki, sowy, sępy, kruki), drapieżne zwierzęta, żywioły, a nawet piekło. Przywoływane obrazy budzą przerażenie i grozę. Ich antropomorfizacja i hiperbolizacja, a także obecne w ich kreacji wyrazy dźwiękonaśladowcze („jęk”, „wycie”, „huk”, „grzmot”), szeregi aliteracji (np. „wściekłych wichrów wycie”), obrazowe epitety (np. „ryk straszny, złowrogi”), peryfrazy (np.  „posłańcy nieszczęścia, „rodzie potworów zażarty”), wyliczenia,( itd.) potęgują napięcie, budują atmosferę szaleństwa, wyrażają apogeum żalu i rozpaczy kochanka. Ostatnia apostrofa jest prośbą o śmierć skierowaną do peryfrastycznie opisanej zazdrości (to: „najtkliwszej miłości ciemięzca nieczuły”).

 

Samotność staje się dla podmiotu mówiącego  symbolicznym „grobem”. Stan, w którym się znajduje nazywa „walką” pozbawioną „nadziei”. Wyraz ten w drugiej, skupionej na nadawcy części utworu pojawia się aż cztery razy, podkreślając dramatyzm sytuacji  i zbliżając mężczyznę do decyzji o śmierci. Ekspresję uczuć zranionego kochanka podkreślają wykrzyknienia („Ach”, „O”),liczne zdania wykrzyknikowe, pytania retoryczne. Na gwałtowność emocji wpływają również obrazowe metafory, powtórzenia, wyliczenia, hiperbole (np. „tysiąca rządów męki znoszę”).

Utwór charakteryzuje regularna budowa stroficzna i rymy, jest napisany trzynastozgłoskowcem, co wpływa na jego melodyjność.

 

Fragment dramatu Szekspira odwołuje się do „sceny balkonowej”, kiedy pod osłoną nocy Romeo i Julia wyznają sobie miłość. To uczucie odwzajemnione, czyste i szczere, silniejsze od przeciwności losu (skłócenie rodów). Choć jest zakazane, uskrzydla i daje nadzieję na przyszłość. Rodzi odwagę w walce z nieprzychylnymi kochankom okolicznościami. To miłość duchowa, nadprzyrodzona, od pierwszego spojrzenia, gwałtowna, romantyczna i nieracjonalna. Kochankowie nie tylko idealizują uczucie, ale również swój obraz. W wypowiedzi Romea Julia jest obiektem totalnego uwielbienia. Zostaje porównana do słońca, a jej oczy do gwiazd, które są  „najjaśniejsze, najpiękniejsze (…) z całego nieba” (hiperbolizacja). Piękno Julii zostało zestawione z pięknem natury, która nie jest w stanie oddać urody dziewczyny (ciekawy koncept). Pełną egzaltacji wypowiedź Romea rozpoczyna apostrofa do Julii – słońca, aby wzeszło i zastąpiło księżyc (lunę). Symbolika ciał niebieskich  i nieba uwzniośla obraz kochanki. Jej postać dodatkowo ulega sakralizacji poprzez metaforyczne porównanie do anioła („lotny goniec niebios”). Romeo nazywa Julię „klejnotem”, co dopełnia  apoteozy ukochanej. Dla Romea miłość jest celem istnienia. Ulega personifikacji, staje się życiowym przewodnikiem.

 

Obraz Romea w oczach Julii jest bardziej racjonalny, choć też idealizowany (peryfraza - „uroczy przedmiot mych uwielbień”). Dziewczyna w obawie przed  „wiarołomstwem mężczyzn” oczekuje przysięgi od kochanka „na samego siebie”. Dla niej wierność w miłości jest czymś najważniejszym. Jest pewna swego uczucia i nie chce się rozczarować stanem zrodzonym tak nieoczekiwanie. Wypowiedź dziewczyny ma charakter bardzo emocjonalny. Składają się na nią pytania retoryczne, wykrzyknienia, apostrofy wyrażające skalę uczuć  młodej kochanki. Towarzyszy jej niepewność wynikająca z niedojrzałości (obawa o „podbój zbyt łatwy”), ale i nadzieja na wielką miłość. 


W utworze warto zwrócić uwagę na symbol muru. Dzieli on zwaśnione rody, ale jest do pokonania przez siłę uczucia.

 

W podsumowaniu trzeba wskazać na odmienne obrazy miłości: nieszczęśliwą, zrodzoną z zazdrości i szczęśliwą, opartą na zaufaniu kochanków. W obu utworach miłość jest uczuciem silnym, wzbudza olbrzymie emocje, ma przebieg dramatyczny.

 

Drugi temat koncentrował uwagę maturzystów na  przestrzeni miasta, sposobie jej literackiej kreacji oraz funkcji, jaką pełni w utworach. Jako że fragment „Sierpnia” Schultza został (szczęśliwie) szczegółowo zinterpretowany na zajęciach, nie zostanie mu poświęcone osobne omówienie.  

 

W dygresyjnym fragmencie „Złego” L. Tyrmanda pojawia się na prawach symbolu miasta „brama warszawska”. Sygnalizuje przestrzeń zwyczajną, znajomą, która ulega  apoteozie, urasta do rangi syntezy stolicy i losu jej mieszkańców. Jest jak dachy Paryża – „architektonicznym szczegółem”, czyli swoistym „znakiem wodnym” z jednej strony, z drugiej, inspiracją dla literatury i sztuki (nawet z jej wątpliwej urody architektonicznym kiczem „pretensjonalnych sztukaterii” i „pseudorenesansowych gzymsów”). Brama to miejsce dziecięcych zabaw („gry w chowanego, w czarnego luda, w siódemkę”), przyjemnego chłodu w letnie upały, inicjacji  („pierwsze siniaki i pierwsza krew z nosa”), wchodzenia w dorosłość („gryzący humor nieprzyzwoitych napisów”). To przestrzeń pierwszych miłosnych uniesień („werterowskich rozpaczy i zaklęć”), zaciszna scena dla życiowego cwaniactwa i występku. Szczególną rolę odgrywa podczas walk powstańczych, kiedy chroniąc przed śmiercią „w walce ulicznej”, staje się symbolem bohaterstwa miasta.

 

Przez pierwszoosobowego narratora, który sam się określa mianem „kronikarza”, brama zostaje potraktowana jako swoisty axis mundi. Ulega mityzacji poprzez: obecność mitu „początku”(dzieciństwa, tego co „pierwsze”), baśniowość (porównanie stróża do Neptuna), jej metamorfozy i sakralizację („błogosławieństwo” podczas powstania).

 

Fragment „Złego” jest wypowiedzią  apostroficzną. Narrator  w gawędziarskim stylu zwraca się do „bram warszawskich”, które ulegają tym samym antropomorfizacji („świadkowie”). Jego wypowiedź to metaforyczna  „garść chaotycznych wspomnień”, a nie „poważna, czcigodna rozprawa”, gdyż  Warszawa Tyrmanda definiuje się poprzez „lekko wulgarny krzyk”, a nie „wzniosłe słowo”. Choć narrator wypowiada się w imieniu zwykłych mieszkańców Warszawy, jego język świadczy o erudycji autora (np. „Dzikie Pola”, odwołania do „Wertera” czy obrazu Paryża). Polszczyzna fragmentu jest barwna, plastyczna, bogata w środki stylistyczne (epitety, metafory, wyrazy nacechowane emocjonalnie, kolokwializmy). Zwracają uwagę teatralne metafory: „scena”, „farsa”, „popis”, „tragedia” oraz metonimie: „ołówek” zamiast „pisarstwa”, „żelazne, dębowe lub szklane drzwi” jako ekwiwalenty statusu społecznego mieszkańców bram. 

 

W podsumowaniu tematu trzeba odnieść się do podobieństw i różnic w kreacji świata przedstawionego. Choć u Tyrmanda pojawia się zabieg mityzacji rzeczywistości, jest to rzeczywistość realna, w przeciwieństwie do Schultza, gdzie opis świata nie ma charakteru mimetycznego, tylko kreacyjny. W obu tekstach mamy narrację wspomnieniową, ale u Szchultza prowadzoną z perspektywy dziecka, w „Złym” dorosłego. Schultz pokazuje przestrzeń rynku, Tyrmand „zaledwie” bramy. Obaj autorzy z dużą sympatią opisują bliskie sobie miejsca.


Edyta J.

 

Komentarz do matury 2013
poziom rozszerzony

    Tegoroczna matura z języka polskiego na poziomie rozszerzonym nie powinna nastręczyć zbyt wielu trudności kursantom, gdyż była stosunkowo łatwa. Oba tematy odnosiły się do tekstów epickich, dużo chętniej wybieranych  przez młodzież do interpretacji. 

Pierwszy temat koncentrował uwagę na wizerunku Aresa w  „Iliadzie” Homera i „Olimpijskim generale” Zbigniewa Herberta. Wymagał nie tylko charakterystyki bohatera, ale także przedstawienia sposobu jego ukazania oraz określenia celu takiej prezentacji.
Drugi dotyczył  kreacji obrazu biblioteki i jej użytkowników w „Imieniu róży” Umberto  Eco oraz w „Zielu na kraterze” Melchiora Wańkowicza.
W przypadku obu tematów  należało pamiętać o podstawie zestawienia utworów oraz podobieństwach i różnicach ujętych w podsumowaniu.
W wypracowaniu poziomu rozszerzonego warto było również odwołać się do  kontekstów: literackich, kulturowych, filozoficznych, gdyż, choć  niewymagane przez  temat, podnoszą wartość merytoryczną pracy.

We fragmencie „Iliady” Homera  trzecioosobowy wszechwiedzący narrator przedstawia opis pojedynku Aresa  z Diomedą oraz rozmowę boga wojny z Zeusem. Można tym samym powiedzieć, że utwór kompozycyjnie dzieli się na dwie części: opis i wypowiedzi bohaterów przytoczone za pośrednictwem mowy niezależnej. Fragment charakteryzuje Aresa bezpośrednio (np. w narracji: „morderca śmiertelnych” czy w wypowiedzi Dzeusa, np.: „jest w tobie zawziętość i upór nieprzełamany”) oraz pośrednio, przez pryzmat jego zachowania (brutalny, gniewny, mściwy, itd.).  Analizując tekst pod katem sposobu ujęcia postaci, należało pamiętać o charakterystycznych cechach eposu: dwupłaszczyznowości akcji (zdarzenia rozgrywają się w świecie ludzi i bogów), porównaniach homeryckich, stałych epitetach , metaforach, patosie, retoryczności. Postać Aresa jest przedstawiona negatywnie,  skontrastowana z Ateną i Dzeusem. Homer wyraźnie gardzi  bogiem, który uosabia  najgorsze oblicze wojny.

Zbigniew Herbert swoim esejem podejmuje „rozmowę” z „Iliadą” Homera. Znajdują się w nim bezpośrednie nawiązania do antycznego eposu oraz innych tekstów kultury (np. ceramiki z Berlina). Poeta  odwołuje się do utrwalonego przez  tradycję literacką wizerunku boga wojny (Homerowego: „silne nogi i moc głosu” czy Hezjodowego: „zabił syna Posejdona”), ale wzbogaca go również o własne wnioski i spostrzeżenia. Dla współczesnego autora Ares to przede wszystkim archetyp barbarzyńcy, watażka  o „złamanym morale” i „proletariackiej prowieniencji”, bezwzględny terrorysta naszych czasów. Herbert tworzy swoistą biografię boga wojny, przywołuje szereg zdarzeń z jego mitologicznego życia, które wyraźnie ocenia. Pozwala mu na to charakterystyczna dla eseju subiektywna narracja, w której obok metaforycznych wyrażeń („demon bitwy”) pojawiają się określenia potoczne: „skapcanieć”, „plotkować na czarno”. Autor w swoim aforystycznym, ironicznym, intertekstualnym utworze łączy ponadto sferę sacrum ze sferą profanum, co jest widoczne w kreacji boga wojny i w języku utworu (prostotę stylu zestawia z językowym wyrafinowaniem bliskim poezji). Warto również zwrócić uwagę na tytuł eseju. „Olimpijski generał” wydaje się być zamierzoną kontaminacją znanego związku frazeologicznego „olimpijski spokój”, co oznacza swoistą grę z czytelnikiem wyjaśnioną w zakończeniu utworu, kiedy Ares  „udaje spokój”. Sam tekst przywodzi na myśl ironicznego „Generała” Herberta (rzecz  o Wojciechu Jaruzelskim) czy wiersz „Dlaczego klasycy” tegoż samego autora  o „generałach współczesnych wojen”.

Oba utwory, choć dzieli czas i gatunek literacki, przynoszą negatywny obraz Aresa. Współczesnemu klasykowi  Zbigniewowi Herbertowi  bliski jest system wartości Homera, czego dowodzi swoim wybitnym esejem.

Drugi temat przynosi zestawienie dwu odmiennych bibliotek i ich użytkowników. We fragmencie „Imienia róży” są nimi mnisi: Malachiasz z Hildesheimu, iluminatorzy, rubrykatorzy, kopiści. Należy do nich również para przybyszów: Wilhelm i pierwszoosobowy narrator, który oprowadza czytelnika po przestrzeni biblioteki. Obaj są ciekawi  tego tajemniczego miejsca. Różnią się od bibliotekarza  budzącego  lęk i niepokój ( wygląd i zachowanie), jak i  współczucie  z powodu  dyscypliny emocjonalnej narzuconej przez regułę zakonną („w wielkich smutnych oczach widoczne było nieokreślone cierpienie”). Malachiasz wyraźnie strzeże tajemnic biblioteki, ma jedyny dostęp ?do jej księgozbiorów, zna skomplikowany system kodów, ponadto –  trzeba „polegać na jego pamięci”. Biblioteka tworzy przestrzeń zamkniętą i uporządkowaną,  jasną i piękną, to obszar sacrum. Jej część zwana scryptorium jest miejscem pracy, w którym są sprzęty niezbędne do kopiowania ksiąg. W  pomieszczeniu znajduje się również  katalog, w którym każda książka jest szczegółowo opisana. Tworzą go dzieła wybitne i nieznane, o  niezmierzonych zasobach. Biblioteka średniowiecznego opactwa została przedstawiona  zgodnie z realiami epoki. Jest tak samo tajemnicza jak korzystający z niej zakonnicy. 
Zwraca uwagę język narracji: dystyngowany, uczony (filozoficzny wywód), bogaty ( epitety: „splendor pomieszczenia”, „znój czytania”,  „osobliwa fizjonomia”, „liczne namiętności”), nierzadko metaforyczny („jaśniejąca duchowa zasada”). Pozwala widzieć w  osobie narratora człowieka  obytego w nauce, dociekliwego, któremu bliski jest zmysł obserwacji.


„Ziele na kraterze” Wańkowicza przywołuje inny obraz biblioteki. To przestrzeń prywatna, która służy intelektowi, a nie „porządnej pracy”. Nastrojowe oświetlenie i zapachy czynią z niej miejsce swojskie i bliskie narratorowi, który jest nie tylko właścicielem księgozbioru, ale i bibliofilem.Pozycja książki na półce zależy od jej jakości. Półkowe „salony” zamieszkują  oprawione w skórę złocone wydania zbiorowe, natomiast „poddasze” to miejsce bytowania wydawniczego „plebsu”(personifikacja). Księgozbiór jest porównany do „wymuskanego ogrodu” (animizacja) czy „jaśnie wielmożnej magnaterii” (ironia). Są to lektury świadczące o snobizmie właściciela, trzeba je posiadać dla „zaszczytu” („wydęte, napuszone wielkością, nieomylne i nieznośne” - personifikacja).
Największą czytelniczą przyjemność dają książki porównane do ogrodu warzywnego, do których zagląda się często lub określone epitetem „pospolita hołota”(metafora, kolokwializm), czyli czytane z pasją. Narrator nazywa je „formacjami nieregularnymi”(metafora militarna), są pozbawione introligatorskiego blichtru, ich jedyną ozdobą bywa exslibris. Towarzyszą czytelnikom wszędzie, noszą ślady użytkowania – zapisane marginesy i zagięcia. Urzekają treścią, filozoficzną refleksją, przenoszą  w sferę sacrum. To przyjaciele, których poznaje się od środka, dlatego ich szata graficzna (wszelkie „nalepki”) jest nieistotna. Książki bliskie narratorowi są na wolności, inne bywają zamykane w „obozie koncentracyjnym”, który jest  synonimem porządku i klasyfikacji.Język narracji jest stylistycznie zróżnicowany, nosi cechy eseju, gawędy, ma charakter wyraźnie dyskursywny (pytanie retoryczne, formy: „książki trzymamy”, „omijasz tu”). Mamy tu bogactwo środków stylistycznych: metafor, porównań, epitetów, wyrazów nacechowanych emocjonalnie (zdrobnień), poetyzmów, aforyzmów, kolokwializmów, ironii.„Amatorska” biblioteka z fragmentu „Ziela na kraterze” różni się od klasztornej biblioteki z „Imienia róży”. To przede wszystkim regał z książkami, po którym oprowadza poetycka mapa narracji.
   
Zaprezentowany powyżej zarys odczytania tekstów objętych egzaminem maturalnym jest odzwierciedleniem wymagań stawianym kursantom podczas zajęć.

Podstawowym celem ćwiczeń z zakresu poetyki utworu epickiego była bowiem umiejętność rozpoznawania elementów świata przedstawionego, konwencji literackiej, określania narratora i narracji, językowego ukształtowania utworu. Kurs ponadto wyposażał ucznia w wiedzę historycznoliteracką, omawiał wszystkie najważniejsze pojęcia teoretycznoliterackie,  gatunki i formacje kulturowe. Mam nadzieję, że wypracowane podczas zajęć umiejętności i zdobyta wiedza pomogły Moim Uczniom z powodzeniem zdać maturę. Paradoksalnie jedyną trudnością mógł  być  nadmiar wiedzy, gdyż teksty  do analizy i interpretacji były bardzo obszerne i obfitowały w polonistyczne wymagania.

Edyta J.
Collgium Novum


Komentarz do matury 2013
poziom podstawowy

Tegoroczne tematy z języka polskiego na poziomie podstawowym były typowe i przewidywalne. Czy łatwe? Trudno jednoznacznie powiedzieć, kiedy zna się, tak jak ja,  braki i ułomności naszych uczniów i słuchaczy, którzy przeważnie nie czytają lektur oraz mają kłopoty z analizowaniem tekstów i prozatorskich,  i poetyckich.

Z całą pewnością najwięcej problemów stworzył temat pierwszy, w którym zestawiony był fragment noweli pozytywistycznej z wierszem K.K.Baczyńskiego i wymagał nie tylko umiejętności, ale też znajomości faktów historycznych i kontekstu epok literackich, w których powstały utwory. Natomiast drugi temat z "Przedwiośnia" wydawał się być na pozór  łatwy, ale trzeba było bardzo uważać, żeby analizować, uogólniać, a nie streszczać podany fragment, a taką właśnie tendencję mają w większości uczniowie w całej Polsce.

Jestem jednak spokojna o los naszych słuchaczy, bo choć oczywiście tych fragmentów i tematów na zajęciach nie robiliśmy, to podobnych wypracowań omówiliśmy kilkadziesiąt.

Uczyłam pisać w/g klucza i tłumaczyłam godzinami, że klucz nie jest "głupi" i nie ogranicza inwencji twórczej, tylko trzeba dokonywać selekcji wiadomości i trzymać się ściśle tematu.
Pisanie wypracowań zaczynaliśmy zawsze od wnikliwej analizy tematu. Następnie wnioskując tworzyliśmy schemat kompozycyjny pracy, a dopiero potem czytaliśmy uważnie podany tekst,  podkreślając słowa znaczące. Najważniejszą częścią każdych zajęć była analiza utworów, wcześniej powtórzonych i osadzonych w kontekście epok (zwracałam zawsze uwagę na to, żeby nie tylko umieć, ale i rozumieć, a żeby rozumieć należy najpierw wiedzieć!).

Wiele też uwagi poświęcaliśmy pisaniu zakończeń, podsumowań zgodnych z tematem, co naprawdę przysparza młodym ludziom wielu problemów, ponieważ uczniowie od szkoły podstawowej są przyzwyczajeni do wyrażania w zakończeniu wypracowań własnego zdania, opinii o bohaterach i zdarzeniach i bardzo trudno im się tego wyzbyć, a należy wnioskować, uogólniać i zakończenie musi logicznie wynikać z całości pracy.

Test maturalny - czytanie ze zrozumieniem, tym razem w/g tekstu popularnonaukowego, nie był trudny - pytania typowe, wyćwiczone, a model odpowiedzi niezwykle liberalny, więc na 15 pkt. powinni napisać wszyscy, bo, mówiąc szkolnym językiem, przerobiliśmy około 30 takich testów - na każdych zajęciach przynajmniej jeden.

Tak myślę, taką mam nadzieję! Dotychczas nigdy się nie pomyliłam w tym względzie, a z roku na rok staram się, biorąc pod uwagę ankiety ewaluacyjne, pracować coraz to efektywniej.
Kto więc systematycznie uczęszczał na zajęcia, powtarzał pod moim kierunkiem materiał i uczył się razem ze mną pisać prawidłowe prace nie miał problemów na maturze i na pewno zdał!

Pozdrawiam wszystkich moich byłych i przyszłych Słuchaczy.

Bożena
Collegium Novum

 

A po maturze 2012 ... (komentarz)

Maturę z języka polskiego na poziomie postawowym oceniam jako bardzo łatwą
i twierdzę, że nasi kursanci byli do niej dobrze przygotowani, ponieważ przez cały czas, na każdych zajęciach, systematycznie powtarzaliśmy materiał, porządkowaliśmy wiedzę oraz ćwiczyliśmy rozwiązywanie typowych arkuszy egzaminacyjnych, które zawartością treściową korespondowały z omawianymi akurat utworami, a już szczególnie dużo czasu i uwagi poświęciliśmy Mickiewiczowskim "Dziadom" i "Lalce" B.Prusa.
Test był typowy - tekst współczesny, swojsko brzmiący, przejrzysty, pytania dobrze sformułowane i w większości przypominające te z testów prezentowanych na zajęciach.
Również pozytywnie oceniam redakcję tematów wypracowań. Myślę, że łatwiejszy dla abiturientów był temat drugi będący w zasadzie charakterystyką głównych postaci kobiecych "Lalki" i "Ludzi bezdomnych", powieści przeważnie bardzo dobrze znanych przez uczniów; nawet jeśli ich nie czytają od przysłowiowej deski do deski,to treść znają z opracowań, a na zajęciach ćwiczy się przykładowe tematy, analizując fragmenty. "Dziadów" natomiast młodzież przeważnie nie lubi, bo nie rozumie, mimo dogłębnych analiz i tłumaczeń, ale ja ze swoimi słuchaczami omówiłam bardzo rzetelnie ten ukochany mój utwór i nawet robiliśmy charakterystykę Nowosilcowowa i narodu polskiego w niewoli, więc kto by chciał pisać temat pierwszy, też powinien sobie poradzić.

Powyższa analiza tegorocznych tematów maturalnych utwierdza mnie w przekonaniu, że zajęcia prowadzone są dobrze, sensownie i pozytecznie przekazują niezbędne wiadomości i uczą wymaganych na egzaminie umiejętności w myśl zasady Konfucjusza: "Wiedza bez myślenia jest bezużyteczna, ale myślenie bez wiedzy jest niebezpieczne".

Pozdrawiam serdecznie wszystkich byłych i przyszłych moich słuchaczy.
Bożena